piątek, 6 czerwca 2014

tatory, asia i atza... part1.


Książeczki Nasze Kochane, ulubione, znielubione, ładne i brzydkie, kolorowe i szaro-bure, rysowane, "grafikowane" komputerowo, z lekkim tekstem, z pokręconym też, z trudnym i z tym cholernie długim i nie pasującym do obrazków i z obrazkami pasującymi jak pięść do oka... te tańsze od tych 'modnych', ale i te droższe, modne też, a co ;).  Książek Ci u Nas dostatek, bo jakoś tak Matce na czerep padło i kupuje, kupuje, kupuje, pożycza, pożycza, pożycza...a Ojciec puka się w czoło " nie masz na co wydawać Kobieto?"....- no mam, no i co? ...
Do tego Szanowne Dziadostwo Swoje podarki dołoży i Matka szczęściem pała we wszystkich kierunkach,że łoJezu.
Lubię książki, lubię czytać,lubię nowe w Naszym domu książki, jak nie mamy nowej, to swędzi mnie w żołądku gdzieś,że teej z tyym kotkiem to już mam pod gwizdek a teej z tą gwiazdką to już lepiej, żebym nie widziała...bo zdepczę, podrę,zjem,zwymiotuję,skleję i jeszcze raz podrę...





 

 Zbierałam się do tego posta, jak do jeża, bo chciałam wszystko na raz w jednym i mieć z głowy i już. Aleee, się nie da . Dlategóż dzielę toto na 3 partsy i bedzie grało :)  Part1, to książki "czytane" te, lubiane, te tańsze, te brzydsze :

Takżę tak, mamy opisaną już knigę tą niemodną o "kotku psotku",mamy tą modną o "Bardzo głodnej gąsienicy" i mamy książek pudło całe czytane,przeglądane razy setki,od poniedziałku do piątku o różnych porach i z różnym natężeniem. Zdarza się, że nie czytamy, nawet nie oglądamy, bo znudziły Nam
się czytadła wszelakie i już. Ciśnienia na czytanie, ani parcia na chowanie geniusza u Nas nie uświadczysz... bo jesteśmy tacy,że robimy to na co mamy ochotę, jeszcze póki co ;) bo kiedys nadejdzie czas na "mamoo chodzmy do kina na..." albo " mamoo chce hulajnoge taka jak ma Marysia, Zosia, Krysia i zadnej innej" wiem,bo sama tak mialam,heh czasem to jeszcze mam :)
Ale do tematu przewodniego Matka,"do ksiazek" ,ajh,jak ja nienaeidzilam jak Matka Matki czyli babcia Z.albo Moj dziadek,zwany Henkiem krzyczeli" do ksiazek!",a teraz proszszsz i sama temat zaczelam...kto by pomyslal?
Z tych nie modnych raczej, mamy " Świeci gwiazdka"(jak zapytasz Moją Córkę co to to powie 'atzaa"- że gwiazda w sensie, bo księżyc, to 'sieżys' ;) )(wyd.Egmont,wiersze pisał Zbigniew Dmitroca, kosztowała złotych 16,99), nad ktorej zakupem wahalam sie miedzy nia a "ksiazka auto wyd.2 siostry.wyboru dokonala Z.i wiecie co? To byl trafiony wybór! Tekst jest leciutki,milusi,wprost do podusi na ' tuz przed zasnieciem' obra ki latwe,rysowane jakby pastelami,co Matka uwielbia,bo tak! No i w te gwiazdki mozna wkladac paluchy,wiec aach. Ksiazeczka Nas kupila, We like it ;) so much,do przesytu...
De mode nr2. "Bajeczki o zwierzętach- Wiewioreczka"(wyd. Elżbiety Jarmołkiewicz,a cena kosmiczna, bo 3,99zł :) ),zwana przez Z 'asia'- może, że w reklamie jest "Baśka, a co Ty tak te orzechy wyrzucasz?"  :)????, wymiętoszona w każdą stronę,bo jeszcze z czasów ząbkowania ona Ci jest,a jak od małego książki lubić,a lubić to nie koniecznie tylko czytać,bo i do ciamania dobre,zwłaszcza na 3-ki ) bo tam mało co się mieści;). Tekst,do d.bo długi jak cholera i wg mnie szybciej i przyjemniej opowiedzieć brzdącowi co tam na tych obrazkach ... obrazki przypominają trochę te z książek z moich czasów przedszkolnych,ale może to kwestia druku ;) tak,czy owak knigę już raz kleiłam,bo karty chciała pogubić...i się trzyma i ma się dobrze i Z sama z czasu zerknie,co tam u tej 'wiewióry' co to bala się sama do lasu po grzyba i kto jej pomógł znaleźć, wyrwać i przewieźć podgrzybka na czaj do mamy wiewiory ;)
"Bajeczki z podwórka i znad rzeczki", (wyd.Olesiejuk, pisała Urszula kozłowska, za złotych 5,99) ,zbiór przyjemnych wierszyków o kaczce,co to " lubi co dzień moczyć piórka w chłodnej wodzie", o kotku "ktory zna wrozki i mruczy do poduszki",o "pani gasce". Ktorej " w pewien piatek 6 wyklulo sie gasiatek", o owieczce.ktora " z barankiem codzien sie tutaj pasie na trawie", o koniku,o kurze,o krowie i psie. Wiersze spoko,rysunki jak z "moich podr.przedszkolnuch" ,cena ok,ogolnie " jestesmy na tak".
I wreszcie te 'tatory' Książka zwie się "Gospodarstwo i życie na wsi"(wyd.Olesiejuk) nie wiem ile kosztowała, przypuszczam, że nie więcej niż 10zł, to podarek od Babci Ani na Wielkanoc o.O ...
Tutaj to dopiero tekst nie pasuje, znaczy pasuje o obrazków,ale khm np, na tej stronie są podpisane maszyny rolnicze, która to która, a na prawej stronie "Maszyny rolnicze.W niektórych krajach afrykańskich bawełnę nadal zbiera się ręcznie." a jak widać na focie pokazane są maszyny rolnicze, a nie Afrykańczycy-? zbierający bawełnę .... więcej o tekście nie trzeba pisać ;) za to w książce jest mnóstwo zdjęć, więc jest co oglądać. Ale Moja Córka i tak szuka 'tatorów' pokazuje paluchami i zamyka- to chyba najlepsze podsumowanie tej pozycji ;) .

Mamy jeszcze książeczkę Szanownego Pana Artura Andrusa, która jest przezabawna, ponieważ pisana Pana Arturowo Andusowym językiem :),dla Mła śmiesznie jest, to żem kupiła tak? ;) się zowie " Bzdurki, czyli Bajki dla dzieciIinnych" W empiku polecali, za peypallowe punkty wzięłam :) 
Jest bajka o "rzodkiewkowej królewnie", której mama nazywa się "jaśnie wielmożna tak nie można", a tato "spoko, spoko", jest bajka o "Dentyście, który bał się małego Franka", i wołał "Ola Boga, Ola Boga"... Zuu i Ja lubimy tak czasem zerkać. Na zdjęciu początek bajeczki "skąd te bzdurki?"
 A tu już bajka "Szkoła Dziadka niejadka" "Dziadek niejadek lubił jeść, ale nie lubił jeździć"... dziadek był na emeryturze, chciał bawić się z wnuczętami, ale były juz za duże i "potrafią bawić się same", a Babcia Adela nie chciała się z nim bawić. Kiedyś pracował w zoo i usypiał zwierzaki np.

" Luli, luli dylu, dylu
                                                            
Śpij kochany krokodylu,
                                                                                                    Zaśnij a Ja Ci pogłaszczę,
                                                                                              Ogon , tułów oraz paszczę.
                                                                                               Śpią żyrafy i pawiany, 
                                                                                              Zaśnij gadzie mój kochany..." 

 dziadek był na emeryturze,więc nudził się chłopina, wynalazł sobie zajęcie- uczył zwierzęta zwierzęcego, np. Panią Świnkę- kociego "proszę powtarzać -miał, miał, miałoo...".
A My zerkamy do "Dziadka niejadka", jak Z tęskni za dziadkiem.....zerkamy, czytamy a potem hop, siup podaje mi telefon i "mama, tete dziadzi" i Ja Matka wybieram nr dziadka i się hihrają przez telefon i buziaki dają, że aaach :) Zuza uwielbia Dziadka :)
Wszystkie bajki zakończone sa morałem "Bo tak naprawdę...", np" Bo tak naprawdę...Warto się uczyć języków obcych, ale najważniejszy jest ten pierwszy- ten, którego nauczyli mama i tata. I jeszcze jedno- jak się ma męża na emeryturze, to trzeba mieć niedaleko aptekę, a na pieszczoty nigdy nie jest za późno."
 W następnej odsłonie będą książeczki te z tych "modnych". Kilka mamy, więc będzie krócej :p

P
 prosze wybaczyć 'szalejące' zdjęcia, ja nie jestem super specem informatyznym, więc wklejać zdjęcia to dla mnie krwotok palców jest i już... ;)cieszyć się w ogóle, że pisze cokolwiek :p
Paaaaaaa ;)

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Zasmarkana mama

Nikomu nie zycze,serio,powaznie.... mialam powiklania po leku zwanym torecan...wykrzywilo mi morde i sparalizowalo jezyk,mowic nie mowilam,to byl jeden wielki belkot.... myslalam ze nie doczekam karetki...ale pogadalam sobie z Bogiem,ze jak fo tej pory mnie nie zabral,to i tu na kostce przed domem ducha nie wyzione...nie eyzionelam,karetka dotarla,zawineli mnie i przywiezli do SZP...na izbie nie wiedzieli "co za cholera,co jej jest" . Diagnoza opierala sie o 2 tezy albo powiklania po tym leku na "t", albo zapalenie opon. Siedziałam na krzesle,glowa probujac przesunac sciane, nie nie dlatego,ze chcialam,taki mialam odruch bezwarunkowy i do tego ten belkot i dretwienie jezyka...ciezko bylo...medycy mieli rozne pomysly, rozne proby"kogostam", podchodzili jeden przez drugiego sprawdzali policzki,miesnie szyi...byly nawet pomysly z dr Housa zywcem sciagniete zza sciany slyszelismy " "Chaise ma pomysł: dajcie jej torecan..."
Udalo sie bez osobliwych eksperymentow. Dostalam odtrutke i dzieki Bogu mam sie juz dobrze. Dzis boli mnie tylko szyja i pachwiny- bo te miesnie byly w ciaglym napieciu.

Ale na prawde najwiekszemu wrogowi nie zycze takich przezyc....


Jestem od soboty w szpitalu,sama,moje malenstwo jest w domku z babcia i tata. Slysze ja tylko w telefonie jak dokazuje z kimstam w tle,w trakcie rozmowy z B.albo z babcia, czasem powie " czeee" albo "tataa" i to powoduje,ze lezki same naplywaja mi do oczu... jak jestesm w domu mam jej czasem po czubek glowy,ale dzis tesknie za nia jak cholera,oczy placza,serce placze... glowa mysli ze chce juz byc taam,z Nia..w domu....bo to nie normalne jest tak bez Niej,bez tej Mojej Iskierki byc samej tu...chce zeby znow na mni ' wisila' i zasmarkala katarkiem i tulilia tulilia i gryzla i zasmarkala katarkiem,bo tak :'(
....niby mam spokoj i moge sie wyspac,ale nie natrzekajac: na sali ze starszymi osobami ktore gaworza przez sen i chrapia glosniej niz moja Malgorzata,zwana rodzona moja i dziadek razem wzieci( a oni symfonie potrafia wychrapac na dwa glosy),to mozna sfixowac i zwariowac i popasc w ludziowstret strasznie okropny.... i chyba popadam.
Tak tesknie. Zadne gazety i ksiazki mi w glowie( chociaz mam taka 1 - scigamy sie z B.kto pierwszy przeczyta:) " futbol obnazony" nie glupia ksiazka,kolo fajnie,przystepnie pisze no i czasem madre rzeczy np.,zeby nie brac dzieci na stadion,ale to innym razem opisze).
Wczoraj caly dzien spalam,dzis jest lepiej,tylko moze sie okazac ze za kilka dni znow trafie do MZS...na laryngologie,bo okazalo sie ze problemy z blednikiem ucha srodkowego mam.... :/ nie ma to jak przyjsc na konsultacje....

Takze dzis modle sie jeszcze zeby nic wiecej nie wyszlo i bym jutro do Kruszynki Mej Ukochanej mogla wrocic.. zeby znow byc zasmarkana mama :) tesknie za tym lokropniscie! bo to po prostu przykre jest nooo !!!... :'(

czwartek, 22 maja 2014

do pogadania

Miało być o książeczkach, ale not now, kiedyś będzie....Zdjęcie
Zdjęcie
Zdjęcie
Zdjęcie Miało być o Wakacjach w Maroko z Małym Szkodnikiem (od jutra 1.8miesięcznym) pośród stada dorosłych i może 4-ki innych (starszych) dzieci,, nawet kilka zdjęć jest, ale więcej póki co nie budjet, bo Mój Mega średniowieczny laptop nie widzi,(jakkolwiek dwuznacznie to zabrzmi) że "wsadzam"  mu kartę SD.... no cóż.... ważne że w ogóle coś kuma i daje radę pisać , trza się cieszyć z tego co jest, tak ;) ?

Będzie o tym,że Ja nie kumam Tego Wszechmocnego...Jego planu dla Nas... 
tego, że taki potwór, morderca żyje w ośrodku zamkniętym i ma się całkiem nieźle.... Dlaczego?,

taki inny potwór zabija setki ludzi, zawłaszcza coś co nie jest Jego, nie liczy się z życiem ludzkim i nikt mu nawet nie próbuje przeszkodzić....Dlaczego?

władza, powinna robić wszystko dla ludzi, a robi najpierw dla siebie, a jak zdąży w kadencji i będzie się jeszcze chciało Jej/Jemu, to może coś dla społeczeństwa zacznie załatwiać, żeby potem "nie gadali", że nic nie zrobił/a.... Dlaczego???



Dlaczego Oni są, mają się dobrze, i nic się z nimi nie dzieje...

A na drugiej szali są maleństwa, chore dzieci, malutkie ledwo ( o ile w ogóle)urodzone, czasem z trudem, z zagrożeniem życia Dzieciątka albo  Matki...., są chore: białaczka, stwardnienie rozsiane, łamliwość kości....i to maleństwo żyje chwilkę, minutkę, tydzień czasem kilka lat... i Bóg zabiera Je do siebie....  Dlaczego??? może to  lepiej, bo nie będzie musiało cierpieć w chorobie.... nie będzie patrzeć na brutalność, obłudę i dążenie do celu za wszelką cenę, po tzw. trupach....na śmierć bliskich, na krzywdę rodzin,które maltretowane są przez z pozoru najbliższą im osobę... Dlaczego???

głodne, bo rodziny nie stać na najpotrzebniejsze produkty, a rachunki, a leki.... ale warunków do MOPS nie spełnia i "nie należy się" słyszą Matki w okienku.... Dlaczego??? 
Drugi ma na jedzenie i obnosi się z tym na wszystkie strony i każdemu wspomni, że tyle przejada, że to będzie kupować, że tam pojedzie i to w taakich warunkach ma być, bo Jego Szanowna d.upa to potrzebuje luksusów.... Dlaczego???


Jak to się dzieje??? Dlaczego jest taka niesprawiedliwość na tym Naszym Świecie???

Jeden ma pieniądze i pomiata Drugim, bo twierdzi, że nie Jest godny(ten drugi) z Nim(z tym pierwszym) rozmawiać... nie ma takiej wartość jak "szacunek"... w hotelowej restauracji nie usiądzie przy stoliku obok Nas, bo On jest "ważniejszy" i zajmie stolik przygotowany już na jutrzejsze śniadanie, pośrodku pustej sali.... nie podziękuje kelnerowi, który pracuje w pocie czoła od 6 do 24, żeby to Jego (tego pierwszego) tłuste d.upsko było zadowolone i ma nadzieje, że może zostawi Mu(kelnerowi) chociaż 1$ napiwku.....ale niestety.. Jest On i Jemu wszystkie klejnoty tego świata należą się i basta....Dlaczego???

 Pamiętam Ciocię, która bardzo długo  i poważnie chorowała. Mówiono Mi, że w młodości nie była "dobrym człowiekiem" dlatego Bóg Ją ukarał ciężką chorobą....to prawda Boże, tak to ma wyglądać???

Temu Pysznemu i temu głodnemu Dasz potem sprawiedliwość??? 
Tym zrozpaczonym rodzicom Dasz Ukojenie??? 
Tej biednej Matce Dasz na przysłowiowy "chleb" ??? Tym potworom wymierzysz karę??? (męki Tantala to mało- podpowiem, jeśli mogę ;))


Jak to Jest Mój Boże Kochany???? Że na jednej szali jest zło a na drugiej dobro..... w bajkach i opowieściach z dziecinstwa pamiętam, że to Dobro Zawsze zwycięża, ale w tym Naszym dorosłym życiu nie dajesz Nam tyle szczęśliwych zakończeń.... Dlaczego??

Wiecie,e tam Magda, pisz do Siebie, nikt Cię nie czyta- mówi mi w myślach  ta druga Magda ;), no i dobra, to sobie popiszę, bo mi przejdzie, bo ja tak mam, że jak napiszę to  mi przechodzi......
 tak od wczoraj chodzi mi pogłowie zadać to pytanie księdzu, "dlaczego??" , Jaki jest Plan Boga?"" Co próbuje Nam przekazać?  Czego oczekuje???? No i co zrobić, żeby( na zachętę;) było lepiej.... mniej cierpienia...." Mam takiego księdza, teraz jest Biskupem, znam Go z widzenia, był kiedyś U Nas po kolędzie i zcięło mnie z nóg jak machnął mi szopkę w zeszycie od religii(a Ja wiadomo, na artyzm czuła to jestem ;) ), hop siup kilka machnięć długopisem a szopka jak w mordę strzelił śmiiała się do Mnie ze stron zeszytu....:) no zrobiło to Na Mnie wrażenie, bo klecha to przeważnie podpis , krzyż rysował, modlitwa, kasa w zeszyt i narta.... a ten?..... no Szacun ;) Jak starczy mi odwagi, to zapytam :).....

wygadałaam się, dziękuję :)


Edit:
Blog naturalnie zaczyna się kończyć.... sił na sprzątanie, latanie za Z i pisanie po prostu mi brak. Chciałabym pisać bo serio to mi pomaga, lubię to, nooom, ale nie mam tyle samozaparcia co inne Matki bloggerki,a dom się zapuszcza i mam wrażenie, że Z mnie bardziej potrzebuje a i od Was wieści nie ma, więc delikatnie i powolutku kończymy BB, choć projekt mam w główce duży i poważny i całkiem społeczny i wymysliłam sobie w tej Mojej pokręconej głowie, że to będzie kontynuacja BB, o ile wypali....., ale znowu o kler sprawa oparta więc wszystko w rękach Boga ;)

Pozrawiamy :)

niedziela, 4 maja 2014

C- jak kałuża.


Kałuża, taka zwykła i niezwykła zarazem...kupę radochy niesie za sobą, za darmochę-dla Matki ważne(dla Ojca jeszcze bardziej, ale to nihil novi , jak mawiali starożytni ;p)...

a ile radości z niej(z tej kałuży) Małe ma??- niepoliczalne to jest.
Ile zmartwień matczynych, że zamoczy porty i kurtę i skarpety mokre będą- w cholerę...

Ile próśb matczynych, że "może obejdziemy kałużę, Kochanie???"- w cholerę...
Ile zachodu Matczynego, żeby skompletować Małe, żeby "do Boga i do ludzi..."- w cholerę...
Bo albo nie pasuje obuwie albo Małe nie odzieje obuwia, bo "mama, neee" i kręci głową w tę i we wtę, że się mało nie urwie(głowa)..."mama daaa" i paluchem na Matkowe obuwie wskazuje...


Toteeż,  dlategoż Ja, Matka cel postawiłam Sobie " zdobyć...dla Niej, Córki Mojej, te Nasze". Dlategóż, wieczorami wnikałam w cyberprzestrzeń w poszukiwaniu tych dla Niej, Córki Mojej. 
 Chciałam, żeby "dobre, bo Polskie"-  dla Mła ne maa...Chciałam, żeby modne były(znalazłam,ale), -e, eee, dla Mła dać za but-y na mniej niż sezon 100zł i w gorę, to trochę co najmniej 'too much'...
Chciałam, tych z przyjemnym wzornictwem dla oka Mego i Jej, tych, które każdej stylizacji(umówmy się z tym u Nas różnie bywa ;)) dodawały uroku, a nie robiły Mi z Córki Mojej tzw."dzidzię piernik". Chciałam, żeby nie powielać różowej masówki zalewającej każdą dziewczęcą rzecz...(to Moje zdanie, jest, tak? No!. :)....
  'calosz' dance by Zuza ;)

...Był wieczór, jak każdy, spokojny, nudny.
Zuzka spała w pokoju obok, On pracował, Ja 'z nosem w laptopie', bo szukam, taak?
to muszę, uważnie przyglądać się, taak? ... I nagle  olśnienie!
"Są, Są, Są" wrzasnęłam, aż On podskoczył, aż pierdyknął się kolanem w róg stołu...oups...
"Zgłupiałaś?!? Dziecko obudzisz..."
zgłupiałam :)
 Jak to  Ja pokazałam, On nie powiedział "Nie" znaczy zgodził się, tak ;)? Zamówiłam, a jakżę :) 

Ku Mojemu zdziwieniu, że jednak udało się, znalazłam ideał Mój. cayole. Przedstawiam Je Wam teraz bo już dłużej na fotki z kałużami nie będę polować;) a pewnie się trafią jeszcze, to zamieszczę, a jakżę:). 
Mnie kupiły! W szoku jestem, ale tak, to był bardzo dobry wybór.




I są, są, są...
Po pierwsze primo są: oryginalne, nietuzinkowe

Po drugie primo są: Polskiego pomysłu i Polskiego projektu( a wg mnie rynek zasypany jest disneyowską kalką i wszędobylskim różem- no nie wiem, jakoś mi ten róż nie leży.. kurtka różowa, wiem, ale pudrowa bardziej :p)

Po tercio są: zdobione piknie, z gustem, nie kiczowato( z Moich obserwacji wynika, iż dzisiaj to rzadkość i luksus, żeby coś nie było kiczem)

Po przedostatnio są: miękkie, "wyginają śmiało ciało" Dziecior gania, fika, miętosi rączkami ...są mięciutkie na tyle, że mała stópka nie skręci się przy upadku i lekuśkie, to ważne było dla Mła, bo Córka Moja ma rok i 7miesięcy, więc nie skrzywdzę Jej i trepa nie założę.

I po ostatnio ;) są: Do Pozazdroszczenia  :p  bo są, też takie Chcę! ;)

Nasze są białe  zdobione kolorowymi zabawnymi myszkami, więc pasują do wszystkiego :)


 
Są, są, są... te, bez których zabawa na powietrzu zakrapiana błockiem, czyli porą deszczową, nie jest pełna i prawdziwa, bez taplania się w kałuży, tak? Bo kałuża, to raj przez wielkie "R" dla Kurdupla( dla MOjej Córki na pewno, przypomnieć posta "Mokra robota")... trzeba w nią wejść(w ta kałużę) i "pokopać" wodę, żeby zrobić falę, potem trzeba wyjść(z tej kałuży), żeby się przypadkiem nie zorientowała (ta kałuża), że chce się doń wskoczyć. A potem to już taplać się(w kałuży ;) ) rączkami można do woli...

Każda kałuża jest inna.Są małe (jak tu, w tej szczelince)
i duże, płytkie i głębokie, widoczne z odległości 100m(aż trzeba lecieć z prędkością światła wpadając na psy i depcząc koty, byleby tylko gicior do tej kałuży wpakować i uzębienie z radości ukazać)i ukryte pod listowiem i trawskiem wszelakim. Kałuże są przeróżniste. Ale teraz Aniołki się buntują i jak Z śpi to pada i sa kałuże, a jak Z wychodzi na worek to słonko świeci i robi się suchutko...(o co choo?)
 
Dotarły do Nas już po "deszczach niespokojnych", za późno Matka zamówiła.... :/ zdarza mi się popełnić błąd... człowiekiem jestem, tak?
Nie bardzo mamy okazję przemaszerować przez kałuże, ale Zuzce na tyle się podobają, że biega w nich po domu, a nawet karze je sobie ubrać do szamania.... hę?
  o.O

 Że fajne chyba są, coo??? 
No i offcours sama odziewa je też, no bo jak inaczej by mogło być ;) 
 
No mnie kupiły! - Moją Córkę też :)


  Dla Ciebie Czytelniku Kochany mamy voucher ( 50%  ceny + koszty przesyłki ) na cayolki. 

PolecaMy.

 

wtorek, 29 kwietnia 2014

Polak narzeka...

Są blogi, na które zaglądam, żeby zerknąć co nowego .  
Co jest teraz trendy ;), żeby być na bieżąco ;) ;)
 Czasem zgadzam się z tym co autor/ka napisała ale często niestety nie- to wynik tego, że jesteśmy z różnych światów, no i dobra, musi tak być. Już pisałam, mamy demokrację, Każdy ma prawo do własnego zdania, ma prawo o nim mówić-pisać.
Nie wnikam.Wchodzę, czytam,Nie komentuję,  wychodzę. 

Ale trafiają się tematy, na które jeżę się w trakcie czytania,przysłowiowy 'nóż w kieszeni się otwiera' i wpienia Mnie to jak jasna cholera i nie mogę nie napisać o tym i już!

Takim tematem jest teraz  'minimalizm wydatkowy',  kupując "lepsze jakościowo( lepsze=droższe) ciuchy dzieciorowe (dorosłe też)" wychodzi taniej, niż jakby "ubierać Małe w Lidlu" i że szperając w second handach można znaleźć 'cudownie piękne' ciuszki za darmochę.

Czyli jednym zdaniem: Że "da się"  ubierać Kurduple tanio i modnie i  oprócz tego Należy Nam się pomoc Państwa.

Odnośnie odziewania Maluchów- pewnie, da się. 
Patrząc z perspektywy bloggera/ki, która o tym pisze, że "się da" .
Nadmienię co przeczytałam(bez cytatów będzie):
  • można wyszukiwać ubranka w sh, które trafiają się w lepszej jakości niż co niektóre nowe,
  • można "polować" na okazje,h&m, kappahl, reserved, zara( no ciuchowe sklepy ogólnie)robią wyprzedaże po 70%...
Oczywiście , że można to wszystko zrobić, tylko Moja Droga, trzeba mieć CZAS, 'wolne' pieniądze i sposobność logistyczną, żeby MÓC to zrobić.

Bo przypuśćmy hipotetycznie,że masz 2-kę dzieci, 3-cie w drodze albo 1.i 2-gie w drodze albo Jesteś samotnym Rodzicem albo masz 1 dziecko i tysiąc pięćset obowiązków, które zajmują Ci czas i nie masz kiedy zrobić zakupów na obiad, że o pójściu na miasto Samej nie wspomnę albo  masz jedną Córkę, jak Ja i mieszkasz na wsi a sklepy są oddalone od Ciebie o kilka(naście) km, nie masz auta........ ...............i już tak prosto "dać się NIE DA" ...

Odnośnie "należy Nam się od Państwa"- w komentarzach ludzie pod postem piszą, "nie każdemu się należy".... PRAWDA CI TO, bo zależy od interpretacji Urzędnika, który decyduje "czy się należy"...jak z księgowością, ja myślę tak a Baba w ZUSie inaczej....

  • Przejazdy komunikacją for free- dla dzieci a i owszem, ale do pewnego wieku....
  • dodatki rodzinne- od "ilości posiadanych dzieci"....  
  • ulgi podatkowe, dofinansowania , przedszkole-wszystko to jest WZGLĘDNE!!! 
Jest mnóstwo przykładów rodzin, które słyszą "nie należy się".
np.Wystarczy, że Jesteśmy małżeństwem, On zarabia dużo "na papierze"( kosmiczną kwotę Państwo potrąca na opłaty około-poborowe) zostaje tyle, żeby Jemu na paliwo do pracy starczyło, jedzenie, opłaty- a dofinansowanie już się nie należy, bo "Przekracza xxx dochodu na 1 członka rodziny" ... i dupa mokra...a może On chciałby więcej zarabiać, ale nie może, bo Jest chory, a może to Ja jestem chora, a może mamy chorego członka rodziny i leki kosztują Nas majątek....a może On ma już emeryturę a Ja nie, ale nie pracuję i nie stać Nas na "extra"wydatki, bo Pani w MOPS powiedziała, "że się NIE należy" ....

Dlatego Drogi/ga Bloggerko, wiem Ty Masz 2000 albo więcej polubień i kilka tysięcy wyświetleń dziennie, a Mnie polubiło Osób 15 ale szczerze (nie za nagrody) i Powiesz, że nie powinnam Zwracać Ci uwagi, przecież Ty piszesz lepiej.
 Mimo to, Zwracam Się Do Ciebie z Ogromną Prośbą:
Przemyśl (5. razy, jeśli 3.nie wystarcza) to o czym Chcesz i jak Chcesz napisać. 
Piszesz z taka pewnością Siebie, jakbyś znał/a sytuację Każdej Polskiej rodziny i pozjadał/a wszystkie rozumy, a pogardą do Nas ziejesz , bo "Polacy to tylko narzekają"....

Każdy człowiek na coś narzeka, niezależnie od narodowości- taka ludzka natura. Tego nie zmienisz...
 Polak, Egipcjanin, Tunezyjczyk, Francuz., Każdy ma jakieś narzekanie na sumieniu... szczegół polega na tym, że narzekamy na różne rzeczy. 
Nam Polakom przypadło narzekanie na sytuację życiową i Chcesz czy nie chcesz- nie Zmienisz tego, z resztą Sam/a piszesz, że też narzekasz....


poniedziałek, 28 kwietnia 2014

telemania(czka)...



Mam dziś taki hmmm ,dylemat??
Telewizja tak, czy telewizja nie??

Czytam 'tam i owam', że tv to zło, że nie dobre dla oczu, że Dzieci od tego głupieją, że zabija wyobraźnię, ,że Matka to POWINNA tak organizować czas Brzdącowi, żeby rozwijać, rozwijać, rozwijać... swoja drogą, kreatywność to ostatnio chyba najpopularniejsze słowo w "rodzicowo-poradnikowym" świecie ...  czyż nie?)

NO dobra, prawda, zgadzam się! 
Powiem więcej, kiedy idę spać a w tv trzeszczy mi jakiś facet, że " to nie jest dobry dzień dla Messiego.... ", budzę się o 2., 3., 4. aż wreszcie wstaję o 5. i lecę w te pędy, żeby wyłączyć, bo "może jeszcze Mała przyśnie" a z ekranu "skróty meczowe" i kiedy wreszcie wstaję w Niedzielę o (dzięki Ci Boże, za choć jedną dłuższą drzemkę!)7. a z ekranu, że" chelsie z liverpoolem... " wtedy ,przysięgam, rzuciłabym w to pudło wszystkim co misięnawiniepodrękę!!!!!!!! A Jego  kopnęła w ..wiadomo co, że by zwinął się w tą zakichaną footbolooówkę....Ale

Chciałabym móc żyć bez tv, bez laptopa, tefelonu-Ale not today! nie-da-się!

I UWAGA: TAK, Jestem Matką, która tv włącza - i czasem to nawet z premedytacją!

Kiedy mam podłogę wyfajdoloną serkiem(czy tylko Mi się to zdarza 2razy per day? ), ketchupem a czasem zasikaną, bo Małe zdjęło pieluchę i za Chiny Ludowe założyć nie chce, to co mam zrobić?



Zabawki porozrzucane everywere, zmywarka nierozpakowana, stos  brudnych garów 'wychodzi' ze zlewu, obiad daleko, daleko za horyzontem a czas go podać, to co mam zrobić?


Kiedy Młoda wisi na Mnie od świtu do zmierzchu i nie przesiądzie się na inne ramiona, bo taki ma dzień, że Tylko U Mamy na rękach, to co mam zrobić??

Szanowne Dziadostwo mieszka 180 dni stąd, więc 'widujemy się' raczej przez telefon i inne cuda techniki, a łosobiście to rzadko- wiadomo, Każdy ma Swoje sprawy i kiedyś na życie zarobić musi, a i Kto by z Nimi dłużej wytrzymał ;) , to co mam zrobić??


Kiedy Moja Córka jest chora i żadne klocki, koniki, pianinka, książeczki nie działają, tylko płacz ogromny w Córce Mojej wywołują, to co mam zrobić??

Kiedy Ja Matka niedomagam, bo Kurduplasta ściągnęła mnie z łóżka o 5.rano i za nic nie mogę oka otworzyć, a wykałaczki strzelają jedna po drugiej i podpierać powieki za cholerę nie chcą, a kawa za daaleeekoooo, no wrak Matki, nooo, a Mała bawić się chce, a najlepiej to nosić (ledwo żyję....5.rano...Ja nie funkcjonować...Ja nogi nie unieść, kubek z kawą upuścić, a co dopiero Dziecko 13kg ważące i wszędzie kończynami machające??)...to co mam zrobić???

No i wreszcie kiedy Matkę choroba rozłożyła i dreszcze zwinięta w chińskie 8 pod kocem odstrasza, a w domu  ni żywego ducha do pomocy...to co mam kurde zrobić???


Jakieś pomysły?? Sugestie???? Wszystkie eco, bio, superMatki Uprzejmie Proszeę Was o poradę, co w Takiej sytuacji Mam u licha zrobić?? Bo nie wiem!!!



Mieszkamy Sami, we 3-kę Ja, On i Ona, pomoc babci, dziadzia, cioci, wujka to dla Nas odległe marzenie.
On w pracy, My same, a tu kuriera odprawić, posprzątać, ugotować, uprać, okołodzieciowe rzeczy zrobić...


I TAK. Jestem Matką, która włącza tv.

Ale, żeby nie było, ostatki rozumu podpowiadają- selekcjonuję to co ogląda Moja Córka, póki jeszcze mogę, offcours.  Niestety Wiem i liczę się z tym, że nadejdzie czas, kiedy to, co podoba się Mi i odpowiada Mojemu gustowi pójdzie do lamusa a na topie będą Koniki pony ,Księżniczki i Monster High ...wrrrrrr :(

Dziś oglądamy głównie dwa kanały bajkowe: BBC Cbeebies i Baby tv. 

Na Baby tv
  szałem jest "Charlie i cyferki"- wybór Kurdupla. I tak oglądamy, podskakujemy do piosenki" 1;1,2;2,3,4,5;6,7,8;9,10..." no fajne to to jest. :) Przez "Charliego", który urodą graficzną wg Mnie nie grzeszy, ale co tam ;), liczymy paluszki, liczymy w książeczce "od 1 do 10", co to tam jest taki niesforny jeż i inne, bawimy się w chowanego z liczeniem do 5, co u Zuzki wygląda tak: " aaaaa, daaa, yyyy, eeyyyy, eeeee"- nie śmiać się, tyle wymawia i jestem z Niej Dumna :P, dobra, mnie też to rozbraja ;)

Lubimy jeszcze "Yoyo i Darvina" ale coraz mniej, może za mało nowych odcinków...(?)

Na CBeebies to już większe ŁaŁ, bo są:

"Woolie i Tig"- Wielka, ogromna miłość Matki za sposób oswajania z nieprzyjemnościami dziecięcymi, dla mnie na Tak! 
Dla Młodej na Tak- bo Woolie jest ŁaŁ, no i dzieciory tam występują, a to też jest ŁaŁ :)

Kasia Gotuje- czy coś w tym guście- dla Matki, niechaj będzie, bo tłumaczy że nożyczki ostre i w ogóle kuchenne tematy, które Zuzka Uwielbia bezgranicznie( Ewcia, racja, Z kucharką chyba będzie ;) )
Dla Z na Tak- bo dzieciory tam występują, więc ŁaŁ.

"Pan Robótka"- no Mega Gościu!!! :)
Dla Matki Tak- sam robi rzeczy niezliczone(wiadomo to ustawka, ale jednak fajowe to to), wymyśla coś z niczego, kształty poznaje Małe, więc ŁaŁ :D
Dla Z Tak- bo dzieciory tam są, Kształty tam są- tańczą co jest Mega ŁaŁ(My tańczymy razem z Nimi) Szanowne Kształty pokazujemy paluchem everywere...nawet na kostce, a co ;)

No i nieśmiertelne "teletubbies" Dla Matki- hmmm średnio na jeża...
Dla Córki- Tak, bo jak świecą im się brzuszki to pokazują historie z dziecioraaaami, więc ŁaŁ i oglądamy tylko do tego fragmentu, potem już nie :D

I dziękuję autorom tych bajek, bo cholera by Mnie wzięła chyba i depresja i wszelakie choroby psychiczne też by Mnie wzięły już dawnoo.
 Wiem, powinnam Móc wyjść raz, dwa razy gdzieś sama, żeby się zresetować- nie mogę,nie stać mnie to, więc tv trzyma mnie przy sprawności umysłowej(tyle o ile ;) )...


Jeśli Ktoś ma poradę pour Mła "co mam zrobić" uprzejmie proszę, chętnie zapoznam się z nią(tą poradą) :)




czwartek, 24 kwietnia 2014

...taki Dzień, wg Zu

Cześć, to Ja Zuzia
Dzisiaj to ja opowiem Wam jak spędziłyśmy dzień, bo Mama miała napisać o książkach, bo w końcu wczoraj był "book day" :) i parentingowy internet kipi postami w temacie, więc w sumie mama nie musi, jak inni już napisali, to po co tak? ;). Ale Mama i tak napisze o Moich książeczkach, bo chce o nich napisać, bo bardzo je lubimy, ale to nie teraz, nie dzisiaj, bo dzisiaj Mama ma zajętą głowę trochę bardziej niezrozumiałymi dla mnie problemami. Bo ja nie rozumiem jak Tata może nie Kochać swojego Dziecka, bo Mój Tata mnie kocha i ja Kocham Jego. A najbardziej to wtedy jak Mój Tata wychodzi na piłkę albo do pracy, a ja właśnie chcę z Nim grać w tą piłkę albo żeby właśnie wtedy puścił mi latawiec, tak wtedy najbardziej go Kocham.I wtedy własnie płaczę tak mocno i tak głośno, że sąsiedzi myślą, że zrobiłam sobie kuku, a ja tylko chcę do Taty. I Mama wtedy mówi Tacie, że " to wyjedźcie razem za bramę" i mordka mi się cieszy na samą myśl, bo Mój misterny ( w sumie nie wiem co to znaczy, ale często słyszę to słowo, jak Mama opowiada Babciom, że zrobiłam coś bardzo dokładnie) plan udał się na maxa i  o 8.rano pojadę z Tatusiem....a Tatuś trochę z grymasem, że " czy Ja zawsze muszę się przez Was spóźniać..." , ale Ja wiem, że to dlatego, że za późno wstał i tak na prawdę to Nas Kocha i jak wróci z pracy to będzie się do Nas przytulał i dawał buziaki. Więc z uśmiechem na buzi ładuję się Tacie na kolana do "tato(auto)" i jedziemy, a Ja Cieszę się Bardzo Bardzo i Tata też się wreszcie usmiechnął, więc myślę, że też lubi te "Nasze" wspólne "wyjedźcie razem za bramę..."  I dzisiaj ramo też razem wyjeżdżaliśmy za bramę :) Fajnie było, bo mama założyła mi tylko bluzę i skarpetki, więc ciepły wietrzyk smyrał mnie po nóżkach hihihih :)
Od rana było tak cieplutko, że Mama nie mogła mnie złapać, żeby mnie ubrać, bo wolałam biegać na golaska, bo tak ciepło było Mi i fajniej Mi boso i w ogóle. ale musiałysmy wyjść na dworek, bo tak, więc jak już poczułam że na dworku też jest fajnie, to  ubrałam Moje fajniusie kaloszki, bardzo je lubię, chociaz mama nie była zachwycona, że znowu je zakładam, " bo to jednak guma" i Moja stópka się w niej w taki ciepły dzień poci, ale zgodziła się i Mogłam dumnie paradować w  Moich pięknych cayolkach :)
ale na prawdę zrobiło Mi się ciepło w stópki, ba Mama zapakowała mnie w rajty, to mogłam się zgrzać, taak? Więc zsunęłam cayolki i badałam jak stąpa się po piasku i trawie i kostce w rajstopie i powiem Wam, że to bardzołaskocze, hihih, ale to miłe jest :) A jak już nie chciało Mi się chodzić to posadziłam pupal na czym się dało i sprawdzałam jakie w odbiorze są roślinki przeróżne, przez rajstopkę, fajnie było :) Lubię jak Mama pozwala Mi biegać bez bucików :) .
Z resztą to udowodnione, że bieganie boso(w moim przypadku prawie, bo ta rajstopa wredna jednak była, ale Mama mówiła, że to po to, żeby mnie robaczek żaden nie ugryzł, a Ja robaczków nie lubię, (ale od Świąt, kiedy Mama powiedział, że robaczki też mają swoje robaczątka i święcą jajka to szanuję je i akceptuję ). Zniosłam jakoś tą rajstopę...
 
A potem przypomniałam sobie o latawcu, że chciałam, żeby tata puścił i Mama powieziała, że jak wróci z pracy to Go pomęczymy ( Tatę, nie latawiec :) ) to pomyślałam, że będzie Mu (Tacie) miło, jak dam Mu te piękne tulipany, które rosły pod domkiem,no i  było im smutno,że tak same 2 zostały( bo resztę psy zdeptały no i wczoraj dla Julci jednego zerwałam, a właściwie to jednego kwitnącego i jednego nierozwiniętego, to z tego co Mama mówi, to dwa) ...
No to zerwałam te dwa  i dla Taty do wody włożyłam, żeby dać jak wróci :)
A potem Mama chciała pozamiatać przed domem, ale Mnie się ta szczotka bardziej przydała, bo przecież fajniej dla miotły jest być tą latającą niż zamiatającą. Dlatego zabrałam ją Mamie i Sobie latałam na Miotle :) Tata by dopowiedział " jak na Wiedźmę przystało", bo Tata tak Nas rozśmiesza z Mamą, że Mówi do Nas "te Moje Wiedźmy " :) A Nam się to podoba nawet, bo oryginalnie jest :)

A jak już zmęczyłam się lataniem to poprosiłam Mamę, żebyśmy troszkę poczytały, ale nie za dużo, bo przecież taki ładny dzień ... to sprawdziłyśmy co "pożarła Bardzo Głodna Gąsienica", ale tylko w sobotę, bo w inne dni to zjada nudne rzeczy,a w sobotę, to hmmm  ta gąsienica, to jednak żarłok
A potem poszłyśmy do domku i zjadłyśmy serki, ni trochę nie były eco, ani nawet troszkę nie były zdrowe, za to były bardzo smaczne :) , co widać na Mojej bluzeczce, bo nie pozwoliłam Mamie włożyć Mi śliniaka, bo tak!
A w trakcie posiłku zwrócił Moją uwagę wiatraczek i kazałam Mamie dmuchać, żeby sie poruszał, ale mama zaproponowała, żebysmy sprawdziły jak wiatr będzie poruszał wiatraczkiem, więc wyszłyśmy na dworek, bez czapki :D bez bucików :D
Bardzo podobało Mi się jak wietrzyk kręcił wiatraczkiem, pochłonęło mnie to bez reszty i było jeszcze fajniej, że bez czapki :D
Bo Moja Mamusia pozwala Mi biegać bez czapki- czasami-  i lżej mnie ubiera, bo uważa, że "lepiej jest przechłodzić niż przegrzać" i "tota A." też tak uważa, wiem, bo słyszałam, jak wczoraj rozmawiała z Mamusią :)
na prawdę Fajni się kręci, cooo ;) 
Chciałam dać wiatraczek żeby Fredzio dmuchnął, ale on tylko położył się pod garażem a Mamusia mówiła, żeby Mu nie przeszkadzać, bo mnie wreszcie ugryzie....no nie wiem. 

Jeszcze próbowałam bawić się piłeczką, ale wiało tak mocno, że nie dałam rady, więc zabrałam pod pachę, żeby Mi nie uciekła... 
I pobiegałam jeszcze troszeczkę w rajtach, ale kazałam Sobie założyć jeszcze skarpetkę, jedną :) 
A
 
A potem taka byłam zmęczona,że o 16.zasnęłam o tak:
 

Aha, dałam Tacie kwiatki, ale nie puścił "tatca(latawca)", bo spieszył się na piłkę, ale znów "pojechałam z Nim za bramę" :D, ach ten Mój płacz to ma Moc ;)

Ale to był fajny dzień, lubię takie bezczapkowo-bezbucikowe dni i lubię kiedy Mama się uśmiecha, Ja też się wtedy uśmiecham :)

Pozdrawiam Was Cieplutko!!!
Damy Radę Razem ....