środa, 18 czerwca 2014

Czecze świr



Jest taka Kraina, której wrota przekraczając odczuwamy 1500 doznań naraz, a każdy kolejny 'krok' przyprawia Nas o orgazm podniebienia i mizianie za uchem. Kraina rozkoszy, pieszcząca zmysły, kraina relaksu, zapomnienia się, kraina tylko dla Nas. Ja Matka, nie potrzebuję "chwili z książką na ławce w parku", aby przenieś się do niej.
Moja Córka nie potrzebuje świątecznej atmosfery, by rozpływać się na jej łonie.

Są chwile MOJE- kiedy Zuza śpi...

Są Chwile NASZE- kiedy z szaleńczą rozkoszą rozpływamy się nad 1-ym małym...

Są chwile Z.-kiedy jest gościnnie ;) ...

To są TE CHWILE...Te, kiedy nie istnieje dla Nas nic innego... kiedy jesteśmy TYLKO MY i ONA...i nic, nic więcej nie jest ważne....ani odkurzanie- chociaż powinnam, bo już chrząka pod kapciem, ani pisanie- bo dawno nie było(za co Wielkie I'm Sorry!), ani pielenie, sadzenie, gotowanie, przebranie Z, bo wytytłana po koniuszek nosa, ani czytanie- chociaż Małe książeczkę przyniosło i woła 'tyta'(czytaj znaczy), ani bajka w tv-bo żeby Z nie widziała,że Matka....ale widzi kurna jego, chyba piątym okiem Kurduplowa widzi, więc leci i bajka już passe...


Dlaczego tak mamy?


Może dlatego, że Ta Nasza Rozkosz sprawiająca, że przy tym '1-ym małym' odlatujemy aż pod same niebo, ba, dotykamy go wręcz(tego nieba), miziamy je...a właściwie to ono(to niebo) mizia Nas, rozpieszcza, głaszcze, delikatnie, ciiiichu-t-k-o, powoooli, ostrożnie, żeby nie za szybko....potem "CHWILO TRWAAAAJ!!!"


Ta Nasza Rozkosz ma 'śmoc'  cudowną, uśnieżającą ból (bo które Kurduplaste nie przestaje przy niej płakać?...), kojącą zranione serce( bo która z Nas nie sięgała po nią w chwilach smutku?...), ma moc relaksującą że aaaaaaaach....w moim, rzecz jasna , przypadku na 15000% działa.

Ta Nasza Rozkosz ma tyle nazw i smaków, ile ludków chodzi po Mateczce Naszej Ziemii...

Ta NAsza Rozkosz taką moc, że choć jestem najedzona jak Smok Wawelski po pożarciu owieczek, to choć o niej wspomnę myślami, czy piszę właśnie, to serce znacznie przyspiesza, ciśnienie podnosi się...
i Chcę! CHCĘ znów mieć!, posiąść, żeby była tylko dla Mnie!



---------------------------------przerwa na spacer do szafki----------------------------------------------










Jest!
Jest przeMOja!(Z śpi hihihih :) )Jest mistycyzm.... swoisty czar... Bierzesz do ust, jest trochę twarda, delikatnie odgryzasz kawałek, po chwili rozpływa się po jamie gębowej, muska podniebienie, gładzi, zaczepia kubki smakowe a Twój Mózg doznaje rozkoszy...zapamiętuje się w tej chwili, zapisuje każdąnutkę przyjemności, każdy gorzkawy przecinek i każdą słodką kropkę...i woła 'jeszcze, jeszcze' odgryzasz kolejny kawałek, i kolejny i kolejny...otwierasz oczy, jesteś w bąbelkowym raju, szukasz kolejnego kawałka, lecz niestety the end- pokazuje Ci się puste opakowanie....




Ma niezliczoną ilość faktur, odmian, smaków. Tak proszę Państwa przesmaczna jest i już!
Może być płynna z melisą- to uspokaja takiego jednego choleryka ;), może kremowa, może w kawałku z dodatkami orzechów, owoców, przypraw?
Czekoolaaaaadaaaaaa, to o niej mowa :D to ona daje Nam te 1000 doznań i to dzięki niej tańczymy na chmurce :) to na nią Moja Córka woła "czecze" :)


i na prawdę każą ranę i siniora Zuzki zaleczy :). Taka sytuacja: Z płacze, bo paluch przycięła w szafce- po co go tam pchała? i szlocha 'tyty'(że kuku czytaj), nie działa tulenie, całowanie w 'tyty' książeczka, czy bajka są fee, ale gdy panie hasło ' a czecze chcesz?' 
 Na ryjku maluje się uśmiech a o urazie Małe zapomina... no czad! Jasne, że nie jest tak, że zjadamy czecze everyday, no!no! Toż to by na swojej magiczności straciło... zniknęła by bajkowość, zabrakło by czarów....
To celebracja, coś mistycznego, nie można przesadzać z ilością, bo spowszednieje, a tego My nie chcemy! noł, noł!




Taka Ja, w 'te' dni zwane przez męska część ludzkości 'trudnymi'(- hipokryci....) mam szał, azymut sam ustawia się na tą 1.szafkę...potrafie wtedy zjeść 1-1,5 tabliczki czekolady- bez kitu, tak mam i amen.

Moja Córka ma tak,że to co powyżej o siniorach, a jak jesteśmy w gościach to szturm przypuszcza na 'czecze'...utapla sie od najmniejszego palca u nogi po nochal, uszy a czasem to i włosy swoją dawkę 'czecze' dostaną...ale co ja mogę, przecież "nie zabiorę Dziecku dzieciństwa" :), to Jej "rozkosz smaku"....zje kilka kawałków, czasem gotowa jest wydzierać nieszczęsnemu Franusiowi ostatni kawałeczek z rączki, więc popędzamy F.z Ciocią K."szybko F. pakuj całość do buzi... :) "....taka Matka ze mnie, żywiąca w duchu zdrowego odżywiania, że pożal się Boże.... 
Zje ta Moja Córka kilka tych niebiańskich kawałków i dzieękuję, bo ileż można...największego łakomczucha zemdli(takiego na niespełna 2 lata rzecz jasna, Ja pochłaniam 1,5 tabliczki i daję radę, ale wiadomo wyjątek potwierdzeniem reguły jest, tak? ;) ....




 
jak już wspomniałam ile ludków na planecie Naszej kochanej, tyle smaków tej rozkoszy Naszej.
Gorzka, orzechowa, z pieprzem, skórką cytryny,rozmarynem, miętą, chilli, z czym tam sobie Szanowni chcą.
Mnię osobiście wczoraj wzięło na eksperyment... wrzuciłam do gara truskawy 'odsąsiadkowe', niepryskane, samo dobro, dodałam cukier(pro zdrowotnie to melasę, miód, stewię i Mega zdrowaśno budjet), smażyłam, piankę zebrałam, odpoczywały w nocy. Rano wrzuciłam doń gorzką 'czecze', z firmy, która od brzdąca kojarzy mi się z widelcem-why? :/
myślałam, że Zuzia przełyk poparzy, takie gorące wpierdzielała...że mmmmmmm i poklepywała łapką brzuszek :)

Niby nic, zwykła czecze gorzka i truskawy, a "robi robotę"! ;)


  • Zdrowo jest? - jest! no pomijając cukier(ale dodając melasę, miód, stewię czy inne eko-bio-zdrowo i jest Mega zdrowo!) i w dodatku hand made ;)
  • Smacznie jest?- no kurna jest z przytupem! naleśniki poszły wszystkie, a i chlebek razowy (to pod zdrowo można podciągnąć) poszedł w szamę :)
  • Uczta dla oka jest?- no baaa, że jest! bo piekny lsniący, śmiejący się czekoladowy kolorek, że aarrrrrrrr, no i kąpiące się w nim(dżemiku tym czeczowym) delikatniusie truskawy- no CZAAAD!!!

 
Wymyśliłam, że wleję dżemen w foremki i bedzie domowe czecze a sumienie Matki czyste, że sklepowym szajsem Dzieciora nie pasie, foremek brak, wlałam na tackę i maczamy w niej co się da, od chrupków kukurydzianych po paluchy, a co :p  
Jak Małe zgłasz protest song, że nic, ale to nic do paszczy nie włoży co robić? Wystarczy 1.mały 'klik' pokrywki o słoika z 'czeczeszałem' a po kanapki ustawia się domownikowa kolejka, to łechce mnie po sercu, bo kucharz ze mnie żaden, więc jak zajadają aż uszy Im chcą odlecieć to jest dla Mnie WIelki CZAAAAAAD !!!!  
 Do tej Naszej dobroci czekoladowej można wrzucić wszystko. ja dałam truskawy, bo akurat miałam. Następnym razem spróbuję z mietą. i będzie "mam mietę na miętę ;) ", a może o czeko-melisce? relacje zdam, promisss.



"Jest trochę twarda, więc delikatnie odgryzasz kawałek, ciepło twych ust sprawia, że po chwili rozpływa się po otworze gębowym...gładzi podniebienie, drażni kubki smakowe, a Twój Mózg bezpamięci rozpływa się w rozkoszy....
....odgryzasz kolejny i kolejny i kolejny, aż ze smutkiem w oczach stwierdzasz the end...."


Napisz proszę, Jaki jest Twój jedzeniowy szał? 

pozdrawiamy czekobzikowo :p
 
Tekst pisany pod wpływem chwili czeczeszałowych odlotów... Wszelkie niedomówienia domówić, albo nie domawiać, bo może tak miało być? Może taki był koncept,żeby było inaczej...? kto wie ;) 

środa, 11 czerwca 2014

O rany! Matko szyjąca...

Matka Mojej Córki kocha rekodzielo!

Zazdrościła innym Matkom,że rękodziełują i odżałować nie mogła,że ma 2 lewe... wzięłam więc Ci Ja się za 'rękodziałania' i .....wytworzyła twora poddupowego dla Mojej Córki,bo toż to już 'stara d.'i siedzieć w foteliku do karmienia to już fee,fuuj,fotelik nagle zaczął parzyć Moją Córkę w dupal...? Dlategóż,otóż przedstawić mam zaszczyt Szanownym Czytaczom "poddupęę" tudzież "poddupkę" ;) tadaaam...
Zdjęcia robione 'na gorąco' jak tylko spod maszyny "poddupcia" wyszła,dlatego taki nieład panuje w tle...Czas 'kontemplowania jak toto stworzyć-1,5godz.do tego Babcia Gosia oberwała za? Siedzenie na kanapie...i wyszła:). 
Czas szycia- 30 min. :/ taaa ja też jestem w szoku,że Jaaa,że uszyłaa,że się nierozpadło,no czaad!!! :). to mocno prototypowe jest toto,bo pierwsze przestrzenne 'cudo' ( wcześniej firanki podwijałam z marnym efektem),bo postrzępione jest toto everywere,ale co tam( dla mnie toto, nie do ludzi idzie),bo tylko taki materiał nie rozpadał się w trakcie szycia i chciałam zobaczeć jak Zuu zareaguje na ' poddupkę'. Ogłaszam wszem i w obec,że Moja Córka 'toto' przyjęła i korzyszcze,aź miło :D

A teraz przedstawiam kolejny nabytek księgowy " Basię i bałagan". Książeczka kupiona w Kauflandzie,za złotych 15,za co ochrzan od Taty Z zebrałam...no mniejsza o to ;) wyd.egmont,autorki: Z.Stanecka,M.Oklejak.
a
Pozycja u Nas do poduchy,działa magicznie,ilustracje flamastrem i kredką a może farbą? niee,chyba jednak, flamaster,kredka i komputerm. Ale i tak No fajne są bo takie jakby spod dziecięcej rączki wyszły :) dla Matki czad! Dla Z czad! No po prostu czaad! ;) tekst lekki,łatwy, bez zbędnych opisów,prosto i przyjemnie dla Małego ucha. O tym,że mimo starań Basi ten nieszczęsny balagan  Jej nie opuszcza żadnego dnia,ale na zakończenie- słodka rozpusta, Mama pomaga Baśce i wspólnie w nagrodę pochłaniają kogel-mogel,no to mi sie podobuje:) 
Nie sadzilam,ale efekt po pierwszych 3.stronach "Basi"... ciiii :)
W kolejnym poście o puzzlach panny Z ;)
A tak prezentuje się poddupka z Z w czasie obiadu :)

piątek, 6 czerwca 2014

tatory, asia i atza... part1.


Książeczki Nasze Kochane, ulubione, znielubione, ładne i brzydkie, kolorowe i szaro-bure, rysowane, "grafikowane" komputerowo, z lekkim tekstem, z pokręconym też, z trudnym i z tym cholernie długim i nie pasującym do obrazków i z obrazkami pasującymi jak pięść do oka... te tańsze od tych 'modnych', ale i te droższe, modne też, a co ;).  Książek Ci u Nas dostatek, bo jakoś tak Matce na czerep padło i kupuje, kupuje, kupuje, pożycza, pożycza, pożycza...a Ojciec puka się w czoło " nie masz na co wydawać Kobieto?"....- no mam, no i co? ...
Do tego Szanowne Dziadostwo Swoje podarki dołoży i Matka szczęściem pała we wszystkich kierunkach,że łoJezu.
Lubię książki, lubię czytać,lubię nowe w Naszym domu książki, jak nie mamy nowej, to swędzi mnie w żołądku gdzieś,że teej z tyym kotkiem to już mam pod gwizdek a teej z tą gwiazdką to już lepiej, żebym nie widziała...bo zdepczę, podrę,zjem,zwymiotuję,skleję i jeszcze raz podrę...





 

 Zbierałam się do tego posta, jak do jeża, bo chciałam wszystko na raz w jednym i mieć z głowy i już. Aleee, się nie da . Dlategóż dzielę toto na 3 partsy i bedzie grało :)  Part1, to książki "czytane" te, lubiane, te tańsze, te brzydsze :

Takżę tak, mamy opisaną już knigę tą niemodną o "kotku psotku",mamy tą modną o "Bardzo głodnej gąsienicy" i mamy książek pudło całe czytane,przeglądane razy setki,od poniedziałku do piątku o różnych porach i z różnym natężeniem. Zdarza się, że nie czytamy, nawet nie oglądamy, bo znudziły Nam
się czytadła wszelakie i już. Ciśnienia na czytanie, ani parcia na chowanie geniusza u Nas nie uświadczysz... bo jesteśmy tacy,że robimy to na co mamy ochotę, jeszcze póki co ;) bo kiedys nadejdzie czas na "mamoo chodzmy do kina na..." albo " mamoo chce hulajnoge taka jak ma Marysia, Zosia, Krysia i zadnej innej" wiem,bo sama tak mialam,heh czasem to jeszcze mam :)
Ale do tematu przewodniego Matka,"do ksiazek" ,ajh,jak ja nienaeidzilam jak Matka Matki czyli babcia Z.albo Moj dziadek,zwany Henkiem krzyczeli" do ksiazek!",a teraz proszszsz i sama temat zaczelam...kto by pomyslal?
Z tych nie modnych raczej, mamy " Świeci gwiazdka"(jak zapytasz Moją Córkę co to to powie 'atzaa"- że gwiazda w sensie, bo księżyc, to 'sieżys' ;) )(wyd.Egmont,wiersze pisał Zbigniew Dmitroca, kosztowała złotych 16,99), nad ktorej zakupem wahalam sie miedzy nia a "ksiazka auto wyd.2 siostry.wyboru dokonala Z.i wiecie co? To byl trafiony wybór! Tekst jest leciutki,milusi,wprost do podusi na ' tuz przed zasnieciem' obra ki latwe,rysowane jakby pastelami,co Matka uwielbia,bo tak! No i w te gwiazdki mozna wkladac paluchy,wiec aach. Ksiazeczka Nas kupila, We like it ;) so much,do przesytu...
De mode nr2. "Bajeczki o zwierzętach- Wiewioreczka"(wyd. Elżbiety Jarmołkiewicz,a cena kosmiczna, bo 3,99zł :) ),zwana przez Z 'asia'- może, że w reklamie jest "Baśka, a co Ty tak te orzechy wyrzucasz?"  :)????, wymiętoszona w każdą stronę,bo jeszcze z czasów ząbkowania ona Ci jest,a jak od małego książki lubić,a lubić to nie koniecznie tylko czytać,bo i do ciamania dobre,zwłaszcza na 3-ki ) bo tam mało co się mieści;). Tekst,do d.bo długi jak cholera i wg mnie szybciej i przyjemniej opowiedzieć brzdącowi co tam na tych obrazkach ... obrazki przypominają trochę te z książek z moich czasów przedszkolnych,ale może to kwestia druku ;) tak,czy owak knigę już raz kleiłam,bo karty chciała pogubić...i się trzyma i ma się dobrze i Z sama z czasu zerknie,co tam u tej 'wiewióry' co to bala się sama do lasu po grzyba i kto jej pomógł znaleźć, wyrwać i przewieźć podgrzybka na czaj do mamy wiewiory ;)
"Bajeczki z podwórka i znad rzeczki", (wyd.Olesiejuk, pisała Urszula kozłowska, za złotych 5,99) ,zbiór przyjemnych wierszyków o kaczce,co to " lubi co dzień moczyć piórka w chłodnej wodzie", o kotku "ktory zna wrozki i mruczy do poduszki",o "pani gasce". Ktorej " w pewien piatek 6 wyklulo sie gasiatek", o owieczce.ktora " z barankiem codzien sie tutaj pasie na trawie", o koniku,o kurze,o krowie i psie. Wiersze spoko,rysunki jak z "moich podr.przedszkolnuch" ,cena ok,ogolnie " jestesmy na tak".
I wreszcie te 'tatory' Książka zwie się "Gospodarstwo i życie na wsi"(wyd.Olesiejuk) nie wiem ile kosztowała, przypuszczam, że nie więcej niż 10zł, to podarek od Babci Ani na Wielkanoc o.O ...
Tutaj to dopiero tekst nie pasuje, znaczy pasuje o obrazków,ale khm np, na tej stronie są podpisane maszyny rolnicze, która to która, a na prawej stronie "Maszyny rolnicze.W niektórych krajach afrykańskich bawełnę nadal zbiera się ręcznie." a jak widać na focie pokazane są maszyny rolnicze, a nie Afrykańczycy-? zbierający bawełnę .... więcej o tekście nie trzeba pisać ;) za to w książce jest mnóstwo zdjęć, więc jest co oglądać. Ale Moja Córka i tak szuka 'tatorów' pokazuje paluchami i zamyka- to chyba najlepsze podsumowanie tej pozycji ;) .

Mamy jeszcze książeczkę Szanownego Pana Artura Andrusa, która jest przezabawna, ponieważ pisana Pana Arturowo Andusowym językiem :),dla Mła śmiesznie jest, to żem kupiła tak? ;) się zowie " Bzdurki, czyli Bajki dla dzieciIinnych" W empiku polecali, za peypallowe punkty wzięłam :) 
Jest bajka o "rzodkiewkowej królewnie", której mama nazywa się "jaśnie wielmożna tak nie można", a tato "spoko, spoko", jest bajka o "Dentyście, który bał się małego Franka", i wołał "Ola Boga, Ola Boga"... Zuu i Ja lubimy tak czasem zerkać. Na zdjęciu początek bajeczki "skąd te bzdurki?"
 A tu już bajka "Szkoła Dziadka niejadka" "Dziadek niejadek lubił jeść, ale nie lubił jeździć"... dziadek był na emeryturze, chciał bawić się z wnuczętami, ale były juz za duże i "potrafią bawić się same", a Babcia Adela nie chciała się z nim bawić. Kiedyś pracował w zoo i usypiał zwierzaki np.

" Luli, luli dylu, dylu
                                                            
Śpij kochany krokodylu,
                                                                                                    Zaśnij a Ja Ci pogłaszczę,
                                                                                              Ogon , tułów oraz paszczę.
                                                                                               Śpią żyrafy i pawiany, 
                                                                                              Zaśnij gadzie mój kochany..." 

 dziadek był na emeryturze,więc nudził się chłopina, wynalazł sobie zajęcie- uczył zwierzęta zwierzęcego, np. Panią Świnkę- kociego "proszę powtarzać -miał, miał, miałoo...".
A My zerkamy do "Dziadka niejadka", jak Z tęskni za dziadkiem.....zerkamy, czytamy a potem hop, siup podaje mi telefon i "mama, tete dziadzi" i Ja Matka wybieram nr dziadka i się hihrają przez telefon i buziaki dają, że aaach :) Zuza uwielbia Dziadka :)
Wszystkie bajki zakończone sa morałem "Bo tak naprawdę...", np" Bo tak naprawdę...Warto się uczyć języków obcych, ale najważniejszy jest ten pierwszy- ten, którego nauczyli mama i tata. I jeszcze jedno- jak się ma męża na emeryturze, to trzeba mieć niedaleko aptekę, a na pieszczoty nigdy nie jest za późno."
 W następnej odsłonie będą książeczki te z tych "modnych". Kilka mamy, więc będzie krócej :p

P
 prosze wybaczyć 'szalejące' zdjęcia, ja nie jestem super specem informatyznym, więc wklejać zdjęcia to dla mnie krwotok palców jest i już... ;)cieszyć się w ogóle, że pisze cokolwiek :p
Paaaaaaa ;)

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Zasmarkana mama

Nikomu nie zycze,serio,powaznie.... mialam powiklania po leku zwanym torecan...wykrzywilo mi morde i sparalizowalo jezyk,mowic nie mowilam,to byl jeden wielki belkot.... myslalam ze nie doczekam karetki...ale pogadalam sobie z Bogiem,ze jak fo tej pory mnie nie zabral,to i tu na kostce przed domem ducha nie wyzione...nie eyzionelam,karetka dotarla,zawineli mnie i przywiezli do SZP...na izbie nie wiedzieli "co za cholera,co jej jest" . Diagnoza opierala sie o 2 tezy albo powiklania po tym leku na "t", albo zapalenie opon. Siedziałam na krzesle,glowa probujac przesunac sciane, nie nie dlatego,ze chcialam,taki mialam odruch bezwarunkowy i do tego ten belkot i dretwienie jezyka...ciezko bylo...medycy mieli rozne pomysly, rozne proby"kogostam", podchodzili jeden przez drugiego sprawdzali policzki,miesnie szyi...byly nawet pomysly z dr Housa zywcem sciagniete zza sciany slyszelismy " "Chaise ma pomysł: dajcie jej torecan..."
Udalo sie bez osobliwych eksperymentow. Dostalam odtrutke i dzieki Bogu mam sie juz dobrze. Dzis boli mnie tylko szyja i pachwiny- bo te miesnie byly w ciaglym napieciu.

Ale na prawde najwiekszemu wrogowi nie zycze takich przezyc....


Jestem od soboty w szpitalu,sama,moje malenstwo jest w domku z babcia i tata. Slysze ja tylko w telefonie jak dokazuje z kimstam w tle,w trakcie rozmowy z B.albo z babcia, czasem powie " czeee" albo "tataa" i to powoduje,ze lezki same naplywaja mi do oczu... jak jestesm w domu mam jej czasem po czubek glowy,ale dzis tesknie za nia jak cholera,oczy placza,serce placze... glowa mysli ze chce juz byc taam,z Nia..w domu....bo to nie normalne jest tak bez Niej,bez tej Mojej Iskierki byc samej tu...chce zeby znow na mni ' wisila' i zasmarkala katarkiem i tulilia tulilia i gryzla i zasmarkala katarkiem,bo tak :'(
....niby mam spokoj i moge sie wyspac,ale nie natrzekajac: na sali ze starszymi osobami ktore gaworza przez sen i chrapia glosniej niz moja Malgorzata,zwana rodzona moja i dziadek razem wzieci( a oni symfonie potrafia wychrapac na dwa glosy),to mozna sfixowac i zwariowac i popasc w ludziowstret strasznie okropny.... i chyba popadam.
Tak tesknie. Zadne gazety i ksiazki mi w glowie( chociaz mam taka 1 - scigamy sie z B.kto pierwszy przeczyta:) " futbol obnazony" nie glupia ksiazka,kolo fajnie,przystepnie pisze no i czasem madre rzeczy np.,zeby nie brac dzieci na stadion,ale to innym razem opisze).
Wczoraj caly dzien spalam,dzis jest lepiej,tylko moze sie okazac ze za kilka dni znow trafie do MZS...na laryngologie,bo okazalo sie ze problemy z blednikiem ucha srodkowego mam.... :/ nie ma to jak przyjsc na konsultacje....

Takze dzis modle sie jeszcze zeby nic wiecej nie wyszlo i bym jutro do Kruszynki Mej Ukochanej mogla wrocic.. zeby znow byc zasmarkana mama :) tesknie za tym lokropniscie! bo to po prostu przykre jest nooo !!!... :'(

czwartek, 22 maja 2014

do pogadania

Miało być o książeczkach, ale not now, kiedyś będzie....Zdjęcie
Zdjęcie
Zdjęcie
Zdjęcie Miało być o Wakacjach w Maroko z Małym Szkodnikiem (od jutra 1.8miesięcznym) pośród stada dorosłych i może 4-ki innych (starszych) dzieci,, nawet kilka zdjęć jest, ale więcej póki co nie budjet, bo Mój Mega średniowieczny laptop nie widzi,(jakkolwiek dwuznacznie to zabrzmi) że "wsadzam"  mu kartę SD.... no cóż.... ważne że w ogóle coś kuma i daje radę pisać , trza się cieszyć z tego co jest, tak ;) ?

Będzie o tym,że Ja nie kumam Tego Wszechmocnego...Jego planu dla Nas... 
tego, że taki potwór, morderca żyje w ośrodku zamkniętym i ma się całkiem nieźle.... Dlaczego?,

taki inny potwór zabija setki ludzi, zawłaszcza coś co nie jest Jego, nie liczy się z życiem ludzkim i nikt mu nawet nie próbuje przeszkodzić....Dlaczego?

władza, powinna robić wszystko dla ludzi, a robi najpierw dla siebie, a jak zdąży w kadencji i będzie się jeszcze chciało Jej/Jemu, to może coś dla społeczeństwa zacznie załatwiać, żeby potem "nie gadali", że nic nie zrobił/a.... Dlaczego???



Dlaczego Oni są, mają się dobrze, i nic się z nimi nie dzieje...

A na drugiej szali są maleństwa, chore dzieci, malutkie ledwo ( o ile w ogóle)urodzone, czasem z trudem, z zagrożeniem życia Dzieciątka albo  Matki...., są chore: białaczka, stwardnienie rozsiane, łamliwość kości....i to maleństwo żyje chwilkę, minutkę, tydzień czasem kilka lat... i Bóg zabiera Je do siebie....  Dlaczego??? może to  lepiej, bo nie będzie musiało cierpieć w chorobie.... nie będzie patrzeć na brutalność, obłudę i dążenie do celu za wszelką cenę, po tzw. trupach....na śmierć bliskich, na krzywdę rodzin,które maltretowane są przez z pozoru najbliższą im osobę... Dlaczego???

głodne, bo rodziny nie stać na najpotrzebniejsze produkty, a rachunki, a leki.... ale warunków do MOPS nie spełnia i "nie należy się" słyszą Matki w okienku.... Dlaczego??? 
Drugi ma na jedzenie i obnosi się z tym na wszystkie strony i każdemu wspomni, że tyle przejada, że to będzie kupować, że tam pojedzie i to w taakich warunkach ma być, bo Jego Szanowna d.upa to potrzebuje luksusów.... Dlaczego???


Jak to się dzieje??? Dlaczego jest taka niesprawiedliwość na tym Naszym Świecie???

Jeden ma pieniądze i pomiata Drugim, bo twierdzi, że nie Jest godny(ten drugi) z Nim(z tym pierwszym) rozmawiać... nie ma takiej wartość jak "szacunek"... w hotelowej restauracji nie usiądzie przy stoliku obok Nas, bo On jest "ważniejszy" i zajmie stolik przygotowany już na jutrzejsze śniadanie, pośrodku pustej sali.... nie podziękuje kelnerowi, który pracuje w pocie czoła od 6 do 24, żeby to Jego (tego pierwszego) tłuste d.upsko było zadowolone i ma nadzieje, że może zostawi Mu(kelnerowi) chociaż 1$ napiwku.....ale niestety.. Jest On i Jemu wszystkie klejnoty tego świata należą się i basta....Dlaczego???

 Pamiętam Ciocię, która bardzo długo  i poważnie chorowała. Mówiono Mi, że w młodości nie była "dobrym człowiekiem" dlatego Bóg Ją ukarał ciężką chorobą....to prawda Boże, tak to ma wyglądać???

Temu Pysznemu i temu głodnemu Dasz potem sprawiedliwość??? 
Tym zrozpaczonym rodzicom Dasz Ukojenie??? 
Tej biednej Matce Dasz na przysłowiowy "chleb" ??? Tym potworom wymierzysz karę??? (męki Tantala to mało- podpowiem, jeśli mogę ;))


Jak to Jest Mój Boże Kochany???? Że na jednej szali jest zło a na drugiej dobro..... w bajkach i opowieściach z dziecinstwa pamiętam, że to Dobro Zawsze zwycięża, ale w tym Naszym dorosłym życiu nie dajesz Nam tyle szczęśliwych zakończeń.... Dlaczego??

Wiecie,e tam Magda, pisz do Siebie, nikt Cię nie czyta- mówi mi w myślach  ta druga Magda ;), no i dobra, to sobie popiszę, bo mi przejdzie, bo ja tak mam, że jak napiszę to  mi przechodzi......
 tak od wczoraj chodzi mi pogłowie zadać to pytanie księdzu, "dlaczego??" , Jaki jest Plan Boga?"" Co próbuje Nam przekazać?  Czego oczekuje???? No i co zrobić, żeby( na zachętę;) było lepiej.... mniej cierpienia...." Mam takiego księdza, teraz jest Biskupem, znam Go z widzenia, był kiedyś U Nas po kolędzie i zcięło mnie z nóg jak machnął mi szopkę w zeszycie od religii(a Ja wiadomo, na artyzm czuła to jestem ;) ), hop siup kilka machnięć długopisem a szopka jak w mordę strzelił śmiiała się do Mnie ze stron zeszytu....:) no zrobiło to Na Mnie wrażenie, bo klecha to przeważnie podpis , krzyż rysował, modlitwa, kasa w zeszyt i narta.... a ten?..... no Szacun ;) Jak starczy mi odwagi, to zapytam :).....

wygadałaam się, dziękuję :)


Edit:
Blog naturalnie zaczyna się kończyć.... sił na sprzątanie, latanie za Z i pisanie po prostu mi brak. Chciałabym pisać bo serio to mi pomaga, lubię to, nooom, ale nie mam tyle samozaparcia co inne Matki bloggerki,a dom się zapuszcza i mam wrażenie, że Z mnie bardziej potrzebuje a i od Was wieści nie ma, więc delikatnie i powolutku kończymy BB, choć projekt mam w główce duży i poważny i całkiem społeczny i wymysliłam sobie w tej Mojej pokręconej głowie, że to będzie kontynuacja BB, o ile wypali....., ale znowu o kler sprawa oparta więc wszystko w rękach Boga ;)

Pozrawiamy :)

niedziela, 4 maja 2014

C- jak kałuża.


Kałuża, taka zwykła i niezwykła zarazem...kupę radochy niesie za sobą, za darmochę-dla Matki ważne(dla Ojca jeszcze bardziej, ale to nihil novi , jak mawiali starożytni ;p)...

a ile radości z niej(z tej kałuży) Małe ma??- niepoliczalne to jest.
Ile zmartwień matczynych, że zamoczy porty i kurtę i skarpety mokre będą- w cholerę...

Ile próśb matczynych, że "może obejdziemy kałużę, Kochanie???"- w cholerę...
Ile zachodu Matczynego, żeby skompletować Małe, żeby "do Boga i do ludzi..."- w cholerę...
Bo albo nie pasuje obuwie albo Małe nie odzieje obuwia, bo "mama, neee" i kręci głową w tę i we wtę, że się mało nie urwie(głowa)..."mama daaa" i paluchem na Matkowe obuwie wskazuje...


Toteeż,  dlategoż Ja, Matka cel postawiłam Sobie " zdobyć...dla Niej, Córki Mojej, te Nasze". Dlategóż, wieczorami wnikałam w cyberprzestrzeń w poszukiwaniu tych dla Niej, Córki Mojej. 
 Chciałam, żeby "dobre, bo Polskie"-  dla Mła ne maa...Chciałam, żeby modne były(znalazłam,ale), -e, eee, dla Mła dać za but-y na mniej niż sezon 100zł i w gorę, to trochę co najmniej 'too much'...
Chciałam, tych z przyjemnym wzornictwem dla oka Mego i Jej, tych, które każdej stylizacji(umówmy się z tym u Nas różnie bywa ;)) dodawały uroku, a nie robiły Mi z Córki Mojej tzw."dzidzię piernik". Chciałam, żeby nie powielać różowej masówki zalewającej każdą dziewczęcą rzecz...(to Moje zdanie, jest, tak? No!. :)....
  'calosz' dance by Zuza ;)

...Był wieczór, jak każdy, spokojny, nudny.
Zuzka spała w pokoju obok, On pracował, Ja 'z nosem w laptopie', bo szukam, taak?
to muszę, uważnie przyglądać się, taak? ... I nagle  olśnienie!
"Są, Są, Są" wrzasnęłam, aż On podskoczył, aż pierdyknął się kolanem w róg stołu...oups...
"Zgłupiałaś?!? Dziecko obudzisz..."
zgłupiałam :)
 Jak to  Ja pokazałam, On nie powiedział "Nie" znaczy zgodził się, tak ;)? Zamówiłam, a jakżę :) 

Ku Mojemu zdziwieniu, że jednak udało się, znalazłam ideał Mój. cayole. Przedstawiam Je Wam teraz bo już dłużej na fotki z kałużami nie będę polować;) a pewnie się trafią jeszcze, to zamieszczę, a jakżę:). 
Mnie kupiły! W szoku jestem, ale tak, to był bardzo dobry wybór.




I są, są, są...
Po pierwsze primo są: oryginalne, nietuzinkowe

Po drugie primo są: Polskiego pomysłu i Polskiego projektu( a wg mnie rynek zasypany jest disneyowską kalką i wszędobylskim różem- no nie wiem, jakoś mi ten róż nie leży.. kurtka różowa, wiem, ale pudrowa bardziej :p)

Po tercio są: zdobione piknie, z gustem, nie kiczowato( z Moich obserwacji wynika, iż dzisiaj to rzadkość i luksus, żeby coś nie było kiczem)

Po przedostatnio są: miękkie, "wyginają śmiało ciało" Dziecior gania, fika, miętosi rączkami ...są mięciutkie na tyle, że mała stópka nie skręci się przy upadku i lekuśkie, to ważne było dla Mła, bo Córka Moja ma rok i 7miesięcy, więc nie skrzywdzę Jej i trepa nie założę.

I po ostatnio ;) są: Do Pozazdroszczenia  :p  bo są, też takie Chcę! ;)

Nasze są białe  zdobione kolorowymi zabawnymi myszkami, więc pasują do wszystkiego :)


 
Są, są, są... te, bez których zabawa na powietrzu zakrapiana błockiem, czyli porą deszczową, nie jest pełna i prawdziwa, bez taplania się w kałuży, tak? Bo kałuża, to raj przez wielkie "R" dla Kurdupla( dla MOjej Córki na pewno, przypomnieć posta "Mokra robota")... trzeba w nią wejść(w ta kałużę) i "pokopać" wodę, żeby zrobić falę, potem trzeba wyjść(z tej kałuży), żeby się przypadkiem nie zorientowała (ta kałuża), że chce się doń wskoczyć. A potem to już taplać się(w kałuży ;) ) rączkami można do woli...

Każda kałuża jest inna.Są małe (jak tu, w tej szczelince)
i duże, płytkie i głębokie, widoczne z odległości 100m(aż trzeba lecieć z prędkością światła wpadając na psy i depcząc koty, byleby tylko gicior do tej kałuży wpakować i uzębienie z radości ukazać)i ukryte pod listowiem i trawskiem wszelakim. Kałuże są przeróżniste. Ale teraz Aniołki się buntują i jak Z śpi to pada i sa kałuże, a jak Z wychodzi na worek to słonko świeci i robi się suchutko...(o co choo?)
 
Dotarły do Nas już po "deszczach niespokojnych", za późno Matka zamówiła.... :/ zdarza mi się popełnić błąd... człowiekiem jestem, tak?
Nie bardzo mamy okazję przemaszerować przez kałuże, ale Zuzce na tyle się podobają, że biega w nich po domu, a nawet karze je sobie ubrać do szamania.... hę?
  o.O

 Że fajne chyba są, coo??? 
No i offcours sama odziewa je też, no bo jak inaczej by mogło być ;) 
 
No mnie kupiły! - Moją Córkę też :)


  Dla Ciebie Czytelniku Kochany mamy voucher ( 50%  ceny + koszty przesyłki ) na cayolki. 

PolecaMy.